poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Postrzeganie

"Nasz punkt widzenia zależy od miejsca siedzienia"

Znów zaczęłam czytać książkę, o której już tu wspominałam: "7 Nawyków skutecznego działania" Stephena R. Coveya. Bardzo wiele zależy od postrzegania, własnego zdania, króte jakże często w naszym przeświadczeniu jest nieomylne. Zakładanie z "góry" opini o kimś, bez zrozumienia jest bardzo łatwe. Zdarza się, bardzo często nawet, że druga strona w niczym sprawy nie ułatwia. Nie raz "dyskutowałam" np. z mężem, chcąc przedstawić mu własny pogląd na sprawę... no ale, siły przebicia to ja nie mam niestety. Fakt faktem, złe podejście do takiej dyskusji niestety skazuje nas niemal zawsze na porażkę. Czasami wystarczy zacząć inaczej niż od razu atakować. Bardzo wyraźnie to widziałam na urlopie, gdy siostra wpadała w zrzędzący nastrój. Wszystko było złe, nawet gdy nie było. W większości przypadków trzeba chcieć otworzyć oczy, by zobaczyć, a nie tylko patrzeć, zacząć słuchać, a nie tylko słyszeć co ktoś mówi. Niestety bywa to trudne ;/.
A dla przykładu cytat z książki pokazujący jak duże ma znaczenie miejsce siedzenia do punktu widzenia :)

piątek, 24 lipca 2015

Dylematy


Gdy oczy zamykam, śnię
o miejscach dalekich
gdzie nikt mnie nie skrzywdzi
choć ciało słabe i ból każdy przyjmie
to duszy nikt nie tknie, nie sięgnie jej nigdy
bezpieczna, zamknięta na wiele pięczęci
nie do zerwania będą te więzy.
I tak do czasu, aż ten nastanie
gdy wybrać musi ta jedna jedyna
tego jednego co zgubę jej niesie...
I co wybierze, co zdecyduje
niepewna tego, co los jej szykuje
Czy wybrać leże bezpieczne, spokojne
czy zabrać swą duszę i ruszyć na wojnę...
I dylematy znane są przecież
przetrwać czy przeżyć
cóż wybierzecie?



niedziela, 12 lipca 2015

Małe cuda urlopu

Urlop był i się zbył, przeleciał nie wiadomo kiedy. Ale co to za urlop! Ha! Jak na mnie same cudy. Po pierwsze opaliłam się... i nie poparzyłam, łapiąc tradycyjne uczulenie. Także nie było smarowania skóry czym popadnie, byle przestało swędzieć. To już samo w sobie jest super! Po drugie nie pożarłam się z siostrą - to akurat jest cud. Zwykle wytrzymujemy 3 dni zanim nie dojdzie do kłótni i wypraszania z domu. Tym razem nic takiego nie było. A co się z tym wiąże, nie było też scysji z mężem. Ha! Super! Nawet synek dzielnie się trzymał, choć pod koniec widać było, że jest już zmęczony 2,5 latkiem siostry. Nie zawsze mogli się pogodzić, gdy mały gonił za synkiem krok w krok i chciał wszystko robić i mieć w tym samym momencie. Ogólnie nie było źle, jak nigdy. Ale nie ma jak w domu, akurat mam 2 dni by odpocząć po urlopie, zanim do pracy wrócę. A później dzień jak codzień. Po mału, do przodu, małymi krokami.