czwartek, 23 lipca 2026

Rozwój

 


Sztuczna Inteligencja - niektórzy narzekają, inni chwalą. Ale ja lubię je, jako narzędzie, pomoc. Ułatwia wiele, choćby własne myślenie. Nie w sensie, by myśleć za mnie, ale uporządkować to co mam w głowie i nadać temu strukturę. Patrząc na ten obraz widzę jak bardzo się rozwinęłam ostatnimi latami, po wyjeździe do Norwegii. Niby zdawałam sobie sprawę z tego, ale co innego niby wiedzieć, a co innego zobaczyć, jak widzi mnie AI. Nigdy tak naprawdę nie uważałam, że jestem perfekcjonistką, czy mam analityczny umysł. Jednak praca z Chat GPT uzmysłowił mi, że lubię analizować, rozbijać problem na mniejsze części, przeanalizować a następnie znaleźć rozwiązanie. I zbudować coś nowego. To prowadzi do tylu pomysłów... Nie zawsze mam dość cierpliwości, by doprowadzić do końca od razu, czasami pomysł musi poleżeć sobie, a czasami trzeba ustawić priorytety i zająć się tym co konieczne w pierwszej kolejności.  

Poza tym dobrze jest mieć kogoś, choćby AI, kto zna cię dobrze, nie ocenia, a jednocześnie powie, gdy robisz źle. Oczywiście, trzeba wskazać drogę na początku, ale AI się uczy, dostosowuje do takiego trybu pracy, jaki ktoś lubi. A wtedy praca staje się łatwiejsza, bo nie trzeba wypisywać wszystkiego, jest pomysł, a AI łatwo podsumowuje to, co chciałabym napisać, a zrobiłam to zaledwie w kilku zdaniach.  

Naprawdę podoba mi się ten obraz. 

A wracając do rozwoju. Będąc w Polsce uważam, że byłam stłamszona. Nie myślałam o tworzeniu projektów, własnych systemów, bazy danych, szkoleniu innych i to z własnej inicjatywy. I podoba mi się to. Nie czuję się wykorzystana. A lubię patrzeć, że to co robię pomaga innym, małe instrukcje, wyjaśnienia, drobne szkolenia itp, zwiększają pewność siebie zwłaszcza młodych pielęgniarek. To satysfakcjonujące.  

czwartek, 7 maja 2026

Nic nowego

 Z pracy na stałe nic nie wyszło, w sumie tak jak przypuszczałam. Nie stać ich na mnie :). A na poważnie, to nadal bardziej opłaca mi się pracować jako vikar, również finansowo. Poza tym nowe doświadczenia, zlecenia, których nigdy bym nie wzięła, a jednak jako vikar zdecydowałam się na nie. Takie zlecenia jak moje obecne, opieka na jednym pacjentem z ALS. Kryzys był, nie powiem, całkiem spory, ale obecnie zażegnany i jest całkiem spoko praca. Praca z takim pacjentem jest wymagająca, bardziej psychicznie i pewnych rzeczy trzeba uczyć się od początku. I przede wszystkim komunikacja niewerbalna jest niezwykle istotna. Bo czasami czytanie kogoś, czytanie języka ciała jest ogromnie ważne, gdy jest to jedyna forma komunikacji. No i oczywiście nowe doświadczenia z technologią.  

Zmiany w pracy będą, mimo  że praca na fast nie jest aktualna już, to jednak zmieniam firmę. Chyba czas najwyższy na to. Dzisiaj potwierdziłam, że nie jestem zainteresowana przedłużeniem umowy. Nie było źle, ale jednak komunikacja w firmie mnie nie satysfakcjonuje wystarczająco, tak jak i zarobki. A nie zaproponowali nic, co by mnie mogło skłonić do pozostania z nimi. Propozycja 20kr więcej na godzinę przez 3 miesiące, to jednak moim zdaniem lipa, no sorry. Uważam, że jestem warta ciut więcej. 

piątek, 6 lutego 2026

Czas leci

 Czas leci, a ja nadal nie mogę powiedzieć, że w moim życiu panuje powtarzalność i stabilność.  Absolutnie nie. Plany odnośnie specjalizacji w Norwegii musiały zostać przełożone na następny rok. Moje odwlekanie spraw nieuniknionych tak się właśnie kończy. Ale nic straconego, plan został zaktualizowany. 

Dawno tu nie pisałam, oj dawno. W między czasie miejsce pracy zmieniłam dwa razy, w jednym kryzys i absolutne NIE na ciąg dalszy. W obecnej pracy super, kuszą pracą na stałe, choć jest mi to nieco nie po drodze. Ale nadal mocno kuszące. Fajne miejsce, fajne miasto, z lotniskiem, niestety drogie. Stavanger mimo wszystko mi się podoba i mogłabym tu mieszkać. Praca fajna, ludzie również. Jednak wiem, że to nie do końca moja droga. Zobaczymy co będzie. 

wtorek, 5 sierpnia 2025

Odwaga i asertywność

 Odwaga, to ciągle coś z czym się mierzę, czego się uczę, a raczej uczę się nie bać i wyrażać głośno swoje opinie. Mam na myśli komentowanie/udzielanie rad odnośnie leczenia ran w na grupie fb, w której jestem. Powoli zaczynam się udzielać. Generalnie nie lubię pisać komentarzy, bo zwykle na fb i generalnie mediach społecznościowych jest łatwo o tzw. gównoburzę. Ludzie zwykle nie czytają ze zrozumieniem i jest męczące tłumaczenie raz po raz tego samego. 

Tego samego tyczy asertywność - tego nadal muszę się uczyć. Jedno z drugim jest powiązane. I naprawdę bywa ciężko, zwłaszcza w środowisku pracy, gdzie nie można wprost wytknąć błędu, trzeba jakoś naokoło, gdzie łatwo o nieporozumienia, a potem ciężko naprawić sytuację. Staram się robić swoje i być uparta tam gdzie powinnam być. Jak łatwo być/pracować tylko na minimum i nie przejmować się tym? Nie wiem, ja nie potrafię i irytuje mnie to. A jednocześnie zazdroszczę. Zero presji, odpowiedzialności, luz... Irytuje mnie to. Jestem pielęgniarką. Staram się być taką pielęgniarką, jaką bym chciała mieć do opieki nad sobą, gdy będę tego potrzebować. Naprawdę czasami boję się tego, że będą mną zajmować się osoby, które tak naprawdę mają w dupie moje zdrowie i życie, które przyszły tylko zrobić swoje minimum i tyle. 

Mam nadzieję, że wytrwam. 

Wysłałam wniosek do NIFS dzisiaj o członkostwo. Zobaczymy. Uważam, że póki pracuję w Norwegii powinnam wykorzystać wszystkie możliwości jakie tu mam. 

czwartek, 10 lipca 2025

Satysfakcja

 I już dwa tygodnie po przeprowadzce. Jest super, w końcu mogłam się wyciszyć, zwłaszcza od pracy. To naprawdę duża różnica. 

Droga do pracy? 15 minut autem, cały czas prosto, luzik. 

A gdzie satysfakcja? Ano po całej tej aferze z zastosowaniem Prontosanu i skargi na mnie... okazuje się, że było to nieporozumienie. Kto by pomyślał, nieporozumienie. W każdym razie, ja nalegam by odkręcić to w ten sam sposób, w którym to nieporozumienie zaszło. Drogą służbową. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Pomimo całego stresu związanego z tą sytuacją, pozostała satysfakcja. Satysfakcja, że się nie poddałam, że się nie wycofałam z tego co robię, ani nie dałam się zastraszyć. Współczuję trochę lekarzowi, bo jednak musi zatwierdzać wszystkie procedury jakie ja napiszę i pisemnie się do tego odnieść, a raporty krótkie nie są. Poza tym teraz to on musi zacząć odkręcanie tego nieporozumienia, zwłaszcza że pacjentka naciska, że nie chce nowych pielęgniarek, tylko te z doświadczeniem i przeszkoleniem - czyli zostaje 4 osoby, beze mnie 3. A pacjentka naciska, bym to ja prowadziła ranę.  Śmieszy mnie cała ta sytuacja, zupełnie niepotrzebne nieporozumienie. Ale tak się kończy wydawanie poleceń/skarg w stylu: nie, bo nie. A Norwegowie nie lubią bardzo konfrontacji, oj nie lubią.


niedziela, 29 czerwca 2025

Takie tam... różności

 Trochę się wydarzyło w tym tygodniu i przyznam, że był to stresujący tydzień dla mnie. W poniedziałek dowiedziałam się, że oddziałowa, a raczej jej zastępczyni (bo oddziałowa, w sumie też tymczasowa, pojechała na urlop) wysłała skargę na mnie za nie stosowanie się do procedur ze szpitala. Długa historia, podsumowując krótko - lepiej dostać sepsy niż jej zapobiegać. Z racji, że na oddziale pracują praktycznie same pielęgniarki, mam się nie zajmować akurat tą pacjentką. Konsekwencje? - procedura i tak pozostała taka, jaką wprowadziłam, bo w sumie się da, dlaczego by nie? Jeśli to nie szkodzi pacjentowi? Bo przecież Prontosan jest dużo gorszy od soli fizjologicznej, zwłaszcza na Pseudomonas i może bardzo zaszkodzić. Ale mniejsza z tym. 

Przeprowadzam się, po raz kolejny. I znów mam stresa, bo będę musiała jeździć autem, manualem. I jeszcze się sama na to zgodziłam. Trochę żałuję, ale trzeba wychodzić ze stresy komfortu i nabrać praktyki w jeżdżeniu autem. Inaczej nie da się tego przeskoczyć. Prawdopodobnie przeprowadzę się dzisiaj. Zobaczymy jak będzie.

Ostatnio zaczęłam też więcej korzystać z AI, okazało się to pomocne w nauce języka angielskiego i szukaniu informacji odnośnie leczenia ran, a także tłumaczenia wszystkiego na norweski i angielski. 

Ale, żeby nie było, pozwoliłam sobie również na nieco przyjemności i ucieczkę w marzenia. 


Tu właśnie widać mój wymarzony pokój. Piękny, prawda? Książki, przestrzeń i przepiękny widok w tle. 


A tak właśnie chciałabym spędzać wieczory, na tarasie z książką. Marzenia... I tam właśnie byłam po stresującym tygodniu.


wtorek, 17 czerwca 2025

To co zwykle

 Przejrzałam wpisy z ostatnich lat. Generalnie przewija się temat o zmianach, planach, odłożonych planach, marzeniach, zwłaszcza tych niezrealizowanych. Wpisów przez ostatnie dziesięć lat było niewiele. Gdy tak naprawdę dzień mija za dniem, niemal każdy taki sam... to w sumie nie bardzo jest o czym pisać. A ja z kolei nie lubię opisywać aż tak konkretnie i dosłownie mijanych dni, tego co robiłam ja, co robiła moja rodzina itp. Ale nie o tym miałam pisać. 

Nie mogę powiedzieć, że zapomniałam całkiem o tym etapie w moim życiu, w którym pisałam. A raczej uciekałam w inne światy, żyłam w nich. Nadal uciekam, ale skupiam się bardziej na czytaniu o nich. W pisaniu nie byłam najlepsza, nie najgorsza, ale zapewne sporo brakowało. 

Przeleciałam wzrokiem dzisiaj kilka tekstów. Wpisy sprzed 10 lat. Jednak wystarczyło przeczytać kilka wersów, a historie odżyły jak nowe. Nadal są ze mną. 

Ostatnio uczę się korzystać z chatGTP. Z ciekawość wrzuciłam jeden z tekstów i jestem bardzo, ale to bardzo zaskoczona. Wrzuciłam tekst "Skrzydła". Tak ocenił mnie chatGTP:

"Masz bardzo mocny zalążek opowieści, która łączy emocje rodzinne z subtelnym światem fantasy. Tekst ma potencjał do rozwinięcia zarówno w opowiadanie, jak i w powieść młodzieżową lub literaturę new adult z elementami symboliki. Masz tu wszystko, co potrzebne:

  • Silne postacie kobiece (Bethea, Raissa, Tanja),

  • Dobrze zarysowany konflikt wewnętrzny (marzenie o skrzydłach kontra niepełnosprawność),

  • Tajemnice rodzinne (Viran i jego decyzja),

  • Mitologia lub system wierzeń do zbudowania.

🌟 Mocne strony:

1. Emocje i relacje rodzinne

  • Relacja Raissy z rodzicami i siostrą jest bardzo czuła, głęboka i autentyczna. Szczególnie poruszający jest wątek ojca niosącego córkę oraz ukrywana troska matki.

  • Wątek niepełnosprawności jest prowadzony delikatnie, ale realistycznie, z wyczuciem psychologicznym.

2. Świat przedstawiony

  • Pomysł świata, w którym dzieci otrzymują skrzydła jako symbol powołania (lub daru), ma ogromny potencjał symboliczny i mitologiczny.

  • Obecność cyklu Oszary i Draora sugeruje obcą planetę lub alternatywną rzeczywistość, co może być rozwinięte w stronę fantasy lub science fiction.

3. Styl i język

  • Styl jest plastyczny, ciepły, obrazowy, dobrze oddaje emocje i atmosferę uroczystości.

  • Dobre tempo – sceny przeplatają się naturalnie z opisami, czytelnik łatwo śledzi akcję.

4. Dialogi

  • Brzmią naturalnie, dobrze pokazują charaktery postaci.

  • Są emocjonalne, ale nieprzesadzone – idealne w opowieści rodzinno-fantastycznej.


No szok i tyle. 
Sprawdzę z ciekawości pozostałe teksty. 
Edit: Sprawdziłam tekst Marzenie Anioła:

Ogólna ocena (1–10):

8/10 – bardzo solidny początek historii z potencjałem na wciągającą opowieść. Wyróżnia się literackim językiem i subtelną narracją. Po rozwinięciu wątku głównego i pogłębieniu świata może stać się bardzo dobrą powieścią.

No szok i tyle. 


niedziela, 1 czerwca 2025

Plany

 Plany... te zrealizowane i niezrealizowane. 

Planowałam pisać tutaj minimum raz na tydzień - minęło pół roku. Powrót do rutyny? Nadal w trakcie, próba chyba milionowa. A czas leci stale, nieustannie. I czuję, że mi go brakuje, że mogłabym zrobić więcej, nauczyć się więcej, lepiej się zorganizować, bardziej się postarać. I jestem zmęczona tym wszystkim. No ale jest jak jest. Mam plan dnia i staram się go realizować,  chociaż minimum. Najważniejsze to nauka angielskiego, codzienna, chociaż trochę i czytanie o gojeniu ran. Cele, które chcę osiągnąć, nie zmieniły się. Zajmą po prostu trochę czasu, nie ma drogi na skróty. 

czwartek, 10 października 2024

Zmiany

 Zmiany i to dość duże zachodzą właśnie w moim mieszkaniu i niestety na koncie w związku z tym też.

Remont mieszkania trwa, odpływ pieniędzy też... ale będzie to wyglądać super. Mam taką nadzieję. 

Większość problemów z tym związanych mąż i tak bierze na siebie, bo ja już w Norwegii siedzę. Ale da radę. 

Ja natomiast po krótkim i dość intensywnym urlopie (nie żebym choć trochę odpoczęła) próbuję powrócić do swojej rutyny. Tak średnio mi to idzie póki co. 

Mam nadzieję, że za kilka dni będzie już lepiej i z górki... ze wszystkim. 

czwartek, 19 września 2024

Obawy

Bywają dni, całkiem sporo w sumie, że mam obawy... 

Boję się, że nie zdążę ze wszystkim co sobie zaplanowałam, że braknie mi czasu.

Obawiam się, że nie zdążę z nauką angielskiego na czas - a przecież nic mnie nie goni.

Obawiam się, że nie nauczę się wystarczająco wiele odnośnie ran na czas - a przecież wiem, że nauka będzie trwać tak długo, jak będę pielęgniarką i będę chciała  się tym zajmować. 

Obawiam się, że nie zdążę zrobić wystarczająco dużo towaru na jarmark - nie ma żadnych limitów, czy norm. Ile mam tyle mogę wystawić, nikt tu nikogo nie goni, nie ma konkurencji w tym temacie. 

Obawiam się, że nie znajdę takiej pracy jak chcę, jeśli nie będę dobra w dwóch pierwszych punktach - tu też nikt mnie nie goni, a praca się znajdzie, jeśli nie taka jaką chcę, to będzie jedynie przystankiem do celu. 

Obawy są cały czas i trzymają się mnie. To walka z nimi każdego dnia, by się nie dać i nie poddać. Najtrudniejsza walka jest zawsze z samym sobą. Mogę się poddać, a potem słuchać krytyki (tej własnej) długie lata, lub się nie poddać, ale tu łatwo nie będzie. Przeciwnik jest dość zażarty... 

Mimo tych wszystkich obaw są dni, w których wiem, że to ma sens, że to właściwa droga. Zwłaszcza, gdy widzę efekty tej walki, tej pracy nad sobą. I na szczęście mam kogoś kto mnie wspiera i motywuje. 

Nie obawiam się natomiast o dom, rodzinę, syna... wiem, że tu nie mam podstaw do obaw. Tu jest wszystko git, nie ważne  jak będzie, tu będzie dobrze :).

czwartek, 12 września 2024

Czas i prezent od AS

 Wszystko tak naprawdę określa czas i wszystko się zmienia w zależności od czasu. Tylko w perspektywie czasu możemy określić siebie, doświadczenia, plany, marzenia... Czas płynie nieustannie i pozornie nie mamy na to wpływu. Na czas nie, ale na własne życie już tak, jeśli tylko nie skupiamy się na wielkich rzeczach, zapominając o tych drobnych. W każdej chwili decydujemy co z tego co jest jeszcze przyszłością, stanie się teraźniejszością a za chwilę przeszłością i wspomnieniem. Drobne rzeczy mają znaczenie. 

Dzisiaj natchnął mnie tak FB (to nie zawsze samo zło).  Otwieram apkę, a tam pierwszy post z tekstem:

"Nigdy nie rezygnuj z marzenia, tylko dlatego, że zrealizowanie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." Earl Nightingale.

To taka ekstra motywacja dla mnie. Wiem, że to zasługa mojego Anioła Stróża, czy Ducha Opiekuńczego, nazwa akurat jest bez znaczenia. Ktoś może powiedzieć, że google czy fb podsłuchują, pewnie mają rację. Ale ja widzę różnicę, między podsłuchiwaniem rozmów, wpisów itp, a podrzuceniem na pierwszy plan akurat tego jednego konkretnego zdania z całego morza jakie można znaleźć w sieci. Poza tym to nie pierwszy raz dostaję takie wsparcie i nauczyłam się to doceniać. Mój AS jest równie odpowiedzialny co ja, a może nawet i bardziej. Motywuje mnie i wspiera. I daje znaki, te drobne, niepozorne. A czasami jest to jak pacnięcie w głowę. Dosłownie. Zawsze czułam tę obecność, ale dopiero jak wyjechałam do Norwegii, pozwoliłam sobie przestać być tak "zaganiania" i bardziej zwracać na to uwagę. Często dostaję "pocieszajki", gdy mam ciut gorszy humor, albo zbyt dużo rozmyślam i się za bardzo przejmuję. 

Przez ostatnie trzy lata widziałam więcej tęcz, niż przez całe życie. Tęcza na niebie niesie dla mnie duży, pozytywny przekaz. Spoko, ja rozumiem, taki klimat, fiord, pada często itp. Idealne warunki pogodowe. Ale czasami, kiedy pada bardzo, szaro i biało za oknem, bo chmury są tak nisko, a tu bam... mały kawałek tęczy pojawia się akurat w momencie, gdy spoglądam przez okno. Mały kawałek, mam na myśli naprawdę kawałeczek tęczy, która pojawia się tylko na chwilę, mniej niż minutę. Ale jaką robotę to robi dla mnie. Prezent pierwsza klasa. No i jak się tu smucić? Nie da się. 

Może kiedyś rozpiszę się bardziej na temat mojego AS. To już post na inny dzień.

A wracając do tematu. Dlaczego uważam, że ten cytat był specjalnie dla mnie? Dużo myślę ostatnio właśnie o realizowaniu się, i o tym ile czasu to zajmie. Poza tym nazwisko autora kojarzy mi się oczywiście z Florence Nightingale, pielęgniarką która miała ogromny wpływ na pielęgniarstwo. I która nie poddała się w realizacji swoich marzeń i planów pomimo przeszkód, a tych zapewne miała od groma. Ja też dam radę :).


Zozali

środa, 11 września 2024

Im więcej... tym mniej...

 Ciągle mam poczucie, że jeszcze tyle jest do zrobienia, nauczenia się... Obawiam się tylko, czy wystarczy mi na to zapału i czy zdążę ogarnąć swoje cele w wyznaczonym czasie, chociaż ten jest tylko umowny.

Im więcej się uczę, czy to języka, czy o ranach, dociera do mnie jak tak naprawdę mało wiem. Już przerabiałam raz ten etap ucząc się języka norweskiego. Moja lektorka powiedziała mi wtedy, że właśnie  ucząc się więcej i więcej, dowiadujemy się jak mało wiemy. Ważne, by chcieć się dowiedzieć więcej i nie poprzestać na laurach. Na szczęście (dla mnie oczywiście) jestem nadal zmotywowana do działania, do nauki. Staram się ograniczać zapędy (odrobinę), by się nie wypalić za szybko i nie odpuścić. Wiem, że dam radę, ale wiem też ile pracy będzie mnie to kosztować. A to dopiero początek drogi, którą sobie wyznaczyłam. Dziś jestem optymistką, pomimo deszczowej pogody za oknem.


Zozali

niedziela, 8 września 2024

Od nowa?

 Od nowa? Być może, kto wie... 

W każdym razie nadal mam sentyment do tego bloga i mimo, że już wieki nic tu nie pisałam, od czasu do czasu zaglądam. Ostatnio moja lektorka zapytała mnie, co mnie ogranicza w powrocie do tego, co lubiłam i kochałam robić kiedyś, a co porzuciłam ze względu na brak czasu, generalizując oczywiście. Obecnie jedynym co mnie ogranicza jestem ja sama. I obawa, że znów zbyt wiele rzeczy spróbuję ogarniać na raz, bez powodzenia. Czas pędzi nieubłaganie, czasami niezauważenie, przecieka przez palce (właśnie te stukające zwykle w ekran telefonu). Ostatnio staram się być bardziej zorganizowana i staram się planować lepiej mój dzień. Niedługo znów czekają mnie zmiany. Zdaję sobie sprawę, że to jeszcze kilka miesięcy, ale mimo wszystko jest wiele rzeczy, które muszę zacząć planować już teraz. 

Od ostatniego czasu kiedy tu pisałam, zmieniło się wiele. Zmieniłam pracę, środowisko, nawet kraj zamieszkania. Ja również się zmieniłam, dojrzałam. Skończył się czas, kiedy wszystko było ważniejsze i pilniejsze ode mnie. Teraz mogę na nowo inwestować w siebie i się rozwijać. I to mi się podoba. Wizja niezależności, która mnie pociąga bardzo. I motywuje do działania. Wiem, że osiągnę cel, nawet jeśli zajmie to nieco więcej czasu niż powinno. Do tej pory trzymałam się tego, że dam radę. Trzymałam się decyzji, które uznawałam za słuszne. I dobrze mi to idzie. Nauczyłam się obcego języka, wyjechałam z kraju aby pracować za granicą. Zdałam obcy język na poziomie B2, a teraz uczę się kolejnego.  W planach mam zrobienie specjalizacji i znalezienie takiej pracy jakiej chcę, gdzie będę niezależna w tym co robię. Nabrałam też pewności siebie, a przynajmniej mam jej więcej niż wcześniej. Jednak jest to nieustanna praca nad sobą, która nie ma końca. Teraz pilnuję, by już jej nie zaniedbywać. 

A w międzyczasie... w międzyczasie pomiędzy realizowaniem tych dużych planów, realizuję te mniejsze. Niebawem jarmark jesienny przed świętami i staram się przygotować do niego jak to możliwe. Oczywiście bez spiny, hobby to hobby. Wiem, że mogłabym na tym zarabiać (od czasu do czasu coś wpada oczywiście), ale nie jest to moim głównym celem. To relaks, przyjemność z tworzenia czegoś nowego i możliwość oderwania się na chwilę od codzienności. 

Odnośnie bloga... myślę, że póki co będzie nadal rodzajem dziennika codzienności. Czy wrócę do pisania? Tego nie wiem, zastanowię się. Nie wszystko na raz. 


Zozali

niedziela, 22 listopada 2020

Wiele zmian

 W ostatnim czasie w moim życiu było sporo zmian. Jedną pracę skończyłam, drugą zmieniłam...(praca na dwa etaty to nie do końca to co lubię). Z drugiej jestem generalnie zadowolona... ale w planach też jest jej zmiana. Tym razem będę pracować nieco dalej... od Polski.

Tak to się właśnie wszystko zmienia. Tym razem może jednak uda się zrealizować wszystkie sny i marzenia (no dobrze, może nie wszystkie), przynajmniej te, które mają teraz sporą szansę na to. Zobaczymy. Póki co każdy dzień jak zwykle niemal taki sam, praca, dom, nauka, spanie i znów praca. Ale to tylko tymczasowo. Później będzie lepiej. Musi być :)

niedziela, 17 marca 2019

Dawno.. dawno... dawno temu...


Właśnie tak dawno temu pisałam tu cokolwiek. Zabierałam się do tego bardzo wiele razy, ale cóż pisać. Każdy dzień wygląda niemal tak samo. Praca na dwa etaty... mało czasu zostaje wolnego. I chyba zbyt często jestem zmęczona, by pisać tutaj.
Pozostają jedynie sny i marzenia... o lepszym. Chociaż w tej kwestii ostatnimi czasy miewam problemy. Z rozróżnieniem snów od rzeczywistości. Bo cóż zrobić, gdy marzenia mogą się urzeczywistnić... ale gdy z drugiej strony wiem, że jednak powinny zostać jedynie marzeniami. I niczym więcej.
Wprowadziło to jeszcze większy chaos do mojej głowy niż zazwyczaj. Już dawno nie miałam takiej ochoty znaleźć się w miejscu dalekim, i krzyczeć, głośno krzyczeć. I nie przejmować się tym, czy ktoś usłyszy. Może przyjdzie taki czas, że sobie wszystko poukładam jak trzeba.
A do tego czasu pozwolę sobie samolubnie marzyć i śnić... o tym co mogłoby być, a nie jest.






poniedziałek, 25 grudnia 2017

Życzenia świąteczne... i nie tylko.


W Wigilię Bożego Narodzenia
Gwiazda Pokoju drogę wskaże.
Zapomnijmy o uprzedzeniach,
i otwórzmy pudła słodkich marzeń.
Niechaj Aniołki z Panem Bogiem,
jak Trzej Królowie z dary swymi,
staną cicho za Twym progiem,
by spełnić to, co dotąd było snami.
Ciepłem otulmy naszych bliskich
i uśmiechnijmy się do siebie.
Świąt magia niechaj zjedna wszystkich,
niech w domach będzie Wam jak w niebie...


Nie było mnie tu ponad rok. No jakoś tak zleciało nie wiadomo kiedy. Czas leci i to nawet szybko. Nie pisałam to odkąd padł mi laptop. Nie żebym do tego czasu nowy kupiła, nadal w planach. Naprawić dał się stary, i choć jego chwile są policzone, to mam nadzieję, że wytrzyma jak najdłużej. W każdym razie wycofałam się nieco z życia internetowego i ograniczyłam tylko do tego, co nie byłoby dużą stratą, gdyby znów sprzęt miał mnie zawieść. Więc pochłonęło mnie czytanie książek, bez reszty, zwłaszcza  że przerzuciłam się na czytanie mobilne, czyli w telefonie. No i nieco też czas wypełniają robótki ręczne, że tak powiem. Musiałam jakoś odreagować robienia prawa jazdy i trzeba było czymś zająć myśli i ręce. Na szczęście te stresy mam już za sobą. A co dalej? Nie wiem, będzie co ma być. 
A co najważniejsze, oby było lepiej :) tylko lepiej. 

niedziela, 6 listopada 2016

Tym razem pod górkę

Coby nie było, że stale z górki w tym roku.Co ma paść, to padnie... niestety. Z mojego laptopa został mi tylko dysk twardy, do którego jeszcze nie mam dostępu. Padł laptop na amen, a że stary i nie opłaca się naprawiać...no cóż, święta za pasem, może promocje będą... Tymczasem urzęduję na jeszcze starszym laptopie synka. 
Chwilowy przestój w planach to akurat u mnie nic nowego, więc spokojnie przeżyję. Aczkolwiek pojęcia nie mam jak sobie przypomnę wsio co miałam w zakładkach pozapisywane ;/. 
Bywa i tak. Koniec roku za pasem, tuż tuż święta... najpierw do tego trzeba się przygotować. Nowy laptop kiedyś przy okazji.

niedziela, 23 października 2016

Koniec niebytu?

Cóż, czy to koniec niebytu tego do końca nie wiem jeszcze. Specjalizacja zdana i co najważniejsze - zaliczona - czyli krótko w dwóch słowach: Brawo ja :).
Na ten rok zostało jeszcze do zrobienia zaległe prawo jazdy, ale to gdzieś w międzyczasie. Najważniejsze, że nie jestem już ograniczona ciężkim katowskim toporem zbliżającego się egzaminu :). Nie żebym jakoś specjalnie drżała na samą myśl o tym, no ale... egzamin ważny, nawet bardzo i mimo wszystko jednak jakiś tam stres był. Teraz już z głowy. Na nowo muszę się ogarnąć, bo tyle rzeczy odkładałam na później, że nie wiem od czego mam zacząć, a planów ło matko i córko... 
Tych mam sporo, niebawem święta, a ja na pewno będę w sentymentalnym nastroju. Już zresztą jestem. Nie wiem czy pisałam, ale wciąż kocham swoją nową pracę. Dziewczyny są kochane, za plecami, nawet nie wiem kiedy, kupiły mi prezent z okazji zdania specjalizacji. Tego zdecydowanie się nie spodziewałam. Także zrobiłam się nieco sentymentalna, a co za tym idzie nieco mnie nosi, by cosik zrobić twórczego. Na pewno coś wymyślę przed świętami, jeszcze dwa miesiące mam, więc czas jest. 
No i w końcu trzeba dotrzymać podkładane na później obietnice. A niestety, jest tego troszkę. Nawet tutaj, na blogu. Wszystko w swoim czasie. No właśnie, jeśli o czas chodzi... tego jakoś zawsze mało. 
Tymczasem polecam na posłuchanie to, co od egzaminu nie chce mnie opuścić :) Celtic Woman - Tír na nÓg

sobota, 8 października 2016

Mały niebyt?

Wieki mnie tu nie było. Jakoś tak czas leci piorunem, a u mnie nieco się dzieje. Ogólnie rzeczy dobre i do końca nie ogarniam wszystkiego. Hmm... w sumie to ja się ogarnąć nie mogę od początku roku. A tu koniec roku tuż tuż, matko kochana... No właśnie. Termin egzaminu ze specjalizacji zbliża się sporymi krokami, bo to raptem gdzieś za tydzień będzie. Powinnam panikować, stresować i co tam się jeszcze da. No i najważniejsze siedzieć z nosem w testach... no ale... nie bardzo mam kiedy :). Poza tym, że też nie bardzo mi się chce. Ale odkąd zmieniłam pracę, stałam się optymistką, więc nie ma bata, bym nie zdała. No po prostu nie ma takiej opcji i tyle. Ehh... a później... później mam jeszcze tyle planów. Może w końcu zabiorę się do tego wszystkiego, co odkładałam. Teraz nie muszę się bać o pracę, która na marginesie mi się podoba. Teraz jedyne co mi zostaje, to iść do przodu, no... może czasami nieco poskakać nawet, z radości oczywiście :).
Będzie dobrze, już jest. Teraz po kolei muszę realizować wszystko, na co tylko będę miała ochotę :)

wtorek, 10 maja 2016

Byle do przodu

Dzisiaj po egzaminie wewnętrznym ze specjalizacji. Myślę, że zdać zdałam (wyniki będą może jeszcze w tym tygodniu). Przynajmniej ten etap mam na chwilę z głowy. Jeszcze jeden egzamin w następnym tygodniu i z głowy nauka, na jakiś czas. Mąż mnie już chce zapisać na prawo jazdy, ale może nie w tym miesiącu. Auta i tak nie ma, więc nie ma co się speszyć. Teraz musze odsapnąć kilka dni, zdecydowanie niemyślących dni, a potem powoli wrócić do normalnego życia, czyli popatrzeć gdzie mnie dawno było. 
Jeśli o pracę chodzi, póki co jest ok, lepiej niż w poprzedniej, choć jeszcze nie przyzwyczaiłam się, że trzeba codziennie tam bywać. Czasami brakuje tego dnia wolnego. 
Na razie powoli do przodu, wszystkie zaległe plany powoli się realizują. Wiecznie odkładany remont już za mną, mieszkanie jak nówka. Odmalowane, wycyckane, nowiuśka kuchnia... nowy materac do spania... miodzio. Jak na razie podoba mi się te rok zmian. No i w końcu zaplanowane wczasy, krótkie bo tylko kilka dni, ale jednak gdzie indziej niż do rodzinki. 
Dobrze jest i oby tak już zostało :)