sobota, 8 października 2016

Mały niebyt?

Wieki mnie tu nie było. Jakoś tak czas leci piorunem, a u mnie nieco się dzieje. Ogólnie rzeczy dobre i do końca nie ogarniam wszystkiego. Hmm... w sumie to ja się ogarnąć nie mogę od początku roku. A tu koniec roku tuż tuż, matko kochana... No właśnie. Termin egzaminu ze specjalizacji zbliża się sporymi krokami, bo to raptem gdzieś za tydzień będzie. Powinnam panikować, stresować i co tam się jeszcze da. No i najważniejsze siedzieć z nosem w testach... no ale... nie bardzo mam kiedy :). Poza tym, że też nie bardzo mi się chce. Ale odkąd zmieniłam pracę, stałam się optymistką, więc nie ma bata, bym nie zdała. No po prostu nie ma takiej opcji i tyle. Ehh... a później... później mam jeszcze tyle planów. Może w końcu zabiorę się do tego wszystkiego, co odkładałam. Teraz nie muszę się bać o pracę, która na marginesie mi się podoba. Teraz jedyne co mi zostaje, to iść do przodu, no... może czasami nieco poskakać nawet, z radości oczywiście :).
Będzie dobrze, już jest. Teraz po kolei muszę realizować wszystko, na co tylko będę miała ochotę :)

wtorek, 10 maja 2016

Byle do przodu

Dzisiaj po egzaminie wewnętrznym ze specjalizacji. Myślę, że zdać zdałam (wyniki będą może jeszcze w tym tygodniu). Przynajmniej ten etap mam na chwilę z głowy. Jeszcze jeden egzamin w następnym tygodniu i z głowy nauka, na jakiś czas. Mąż mnie już chce zapisać na prawo jazdy, ale może nie w tym miesiącu. Auta i tak nie ma, więc nie ma co się speszyć. Teraz musze odsapnąć kilka dni, zdecydowanie niemyślących dni, a potem powoli wrócić do normalnego życia, czyli popatrzeć gdzie mnie dawno było. 
Jeśli o pracę chodzi, póki co jest ok, lepiej niż w poprzedniej, choć jeszcze nie przyzwyczaiłam się, że trzeba codziennie tam bywać. Czasami brakuje tego dnia wolnego. 
Na razie powoli do przodu, wszystkie zaległe plany powoli się realizują. Wiecznie odkładany remont już za mną, mieszkanie jak nówka. Odmalowane, wycyckane, nowiuśka kuchnia... nowy materac do spania... miodzio. Jak na razie podoba mi się te rok zmian. No i w końcu zaplanowane wczasy, krótkie bo tylko kilka dni, ale jednak gdzie indziej niż do rodzinki. 
Dobrze jest i oby tak już zostało :)

poniedziałek, 7 marca 2016

Nowa praca

Trzy tygodnie mineło w nowej pracy, nie wiem nawet gdzie i kiedy. Przeleciało ot tak sobie. Nadal staram się przestawić na pracę codzienną. Dzień ciągle zdaje mi się za krótki, do tego czas zbyt szybko pędzi gdzieś. Ogólnie jestem zadowolona z pracy, chociaż nie ogarniam jeszcze wszystkiego. Najważniejsze jednak, że nie muszę dźwigać ze sobą wszystkich stresów jak w poprzedniej pracy, teraz zresztą widzę dopiero jak ciężko mi było. Czuję się jak nowa, zupełnie odmieniona. I to zadziwia mnie co dzień nieustannie. I to, że jednak coś umiem, coś wiem i nie jestem tak całkiem do niczego. Mimo, że wciąż zdarza mi się popełniać błędy, dziwię się za każdym razem, że to nie problem przecież. Wszystko da się  naprawić, poprawiać i jest ok. 
Póki co staram się ogarnąć, sama siebie, pracę, wszystko co w pracy... głowę mam pełną, choć często wydaje mi się zupełnie pusta. Jednak najważniejsze ze wszystkiego, to poczucie, że w końcu jest lepiej. I oby tak zostało. 
Teraz jeszcze ogarnąć jakoś dodatkowy kurs i specjalizację i pogodzić to z nową pracą. Może jakoś się uda.