niedziela, 3 listopada 2013

Z innej beczki

Z innej beczki, a raczej bajki. Nerwy nieco opadły, więc i myślenie nieco inne. Ostatnimi dniami znów zaczęłam marzyć na jawie. Historia wciąga mnie, nęci stale. Aż żal, że nie można się odciąć całkiem, w ciszy, tak by nikt nie przeszkadzał i marzyć. Porzucić ten świat i odwiedzić inny, być kimś niezwykłym, od kogo zależą losy świata... wiem, banalne, ale co mi tam. Ważne, że przyjemne... Najlepsze momenty, gdy historia się dopiero wyłania, pojawia fragmentami, które o dziwo tworzą całość. To jak oglądanie serialu, nowości, gdzie na kolejne odcinki trzeba czekać niecierpliwie. Uwielbiam to. Żałuję, że nie ma opcji nagrywania marzeń, bo niestety pisać to ja nie potrafię. Nawet się przemóc nie mogę, już niemal rok, ale co tam, przyjdzie i na to czas. Opowieści nie uciekną, są gdzieś tam, zaszufladkowane, czekają tylko na mój lepszy dzień. Kiedyś nadejdzie ten moment, gdy zrealizuje wszystkie plany, zlikwiduję kolejkę czekającą na przeczytanie, aż w końcu napiszę to, co tłucze mi się po łepetynie. 
Przyznam, że brakuje mi tego pisania, ogólnie, również tego paplania na blogu. Patrząc na mój stary blog, pisałam zdecydowanie częściej niż teraz. Cóż zrobić, muszę przeczekać gorsze momenty życia, licząc że przyjdą te lepsze. Czasami mam wrażenie, że to już już... że tylko krok mnie dzieli od tego, by dobre wróciło, ale coś mnie powstrzymuje, by go nie zrobić. Wiem, że kiedyś to zrobię, ten jeden jedyny krok, później nóżki już same pójdą. Obym tylko wybrała dobry kierunek.
A teraz idę pomarzyć. Potem spać, bo jutro praca ;/.

Nerwy na wodzy

Jak mi ciężko utrzymać nerwy na wodzy, masakra jakaś. Naprawdę chciałabym mieć tyle cierpliwości, by po prostu ze stoickim spokojem znieść idiotów, zwłaszcza tych bezczelnych. Niestety takich zdolności nie mam, i nerwy nie raz mi puszczają. Nie żebym od razu krzyczała itp., po prostu pozwalam sobie, choć nie powinnam, nieco zniżyć się do ich poziomu. Hasło - bądź mądrzejsza, nie pomaga w takich sytuacjach. Jeszcze gorsze jest to, że się w ogóle tym przejmuje. Być może za mało przebywam z ludźmi, jestem strasznie nietowarzyska, a internet... cóż, to tylko internet. Nie jest dobry jako substytut życia towarzyskiego. Jak dla mnie, mam zdecydowanie za dużo na głowie... koniecznie muszę iść do fryzjera. Szkoda tylko, że w ten sposób nie pozbędę się kłopotów i zmartwień tak szybko jak nadmiaru włosów. Cóż, dzisiaj nie będę o tym myśleć. Pomyślę o tym jutro :).

poniedziałek, 21 października 2013

Ło matko!

Naprawdę, nie mam żadnej mobilizacji, by ostatnio tu pisać, Ten rok, to jedna wielka posucha pod tym względem. Masakra jakaś. Najgorsze jest to, że nie mam nawet o czym pisać. O życiu codziennym pisać sensu nie, po co dodatkowo się dołować, jest wystarczająco nieciekawe. Na razie próbuje się zmobilizować do egzaminu, jak się uda, załapię się na specjalizację, a jak nie... nic nie tracę, i nic nie zyskam, czyli będzie po staremu. Obstawiam, że będzie po staremu. Nie planuję nic na zaś, bo już nie raz dostałam nauczkę, by się zbytnio na nic nie nastawiać. Jak się ze mnie ostatnio śmiali: kobieta żwirownia. Kamyków mam spory zapas, więc szanse, że mnie coś trafi sa spore, niestety ;/.
Tymczasem dzień jak co dzień. Nic nowego. Ale pocieszam się, że przyjdzie jeszcze czas na marzenia.