Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leyen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leyen. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2012

8. Tunel


- Skąd masz te perełki?
To już chyba setne pytanie nowej współlokatorki, które Leyen zignorowała.
Podróż faktycznie nie zajęła dużo czasu i w miarę szybko dojechały do Mirt. Ośrodek był mały, raptem kilka budynków. Szczerze mówiąc spodziewała się czegoś większego. Na szczęście to tylko przejściowe miejsce, tak przynajmniej usłyszała. I dobrze. Nie zamierzała spędzić tu wieczności.
- To prezent. Dostałam je od dwóch maagi - odpowiedziała w końcu dla świętego spokoju.
- Mi nic nigdy nie dały.
- Może za mało się starałaś? Byłaś miła dla nich?
- Noo… chyba nie, dlatego tu mnie wysłały.
- A ja tu jestem w nagrodę. - Leyen spokojnie odpowiadała, patrząc jak w dziewczynie rodzi się zazdrość. Mimo, że ciężko przychodziło jej myślenie, nie była najgorsza, choć nieco irytująca. - Myślę, że takich perełek zdobędę wkrótce więcej.

7. Anielina Sardo

Salia Nekam wolnym krokiem zmierzała do wejściowych drzwi. Nie spodziewała się nikogo o tej godzinie. Było na tyle późno, że odprawiła już służbę na noc, teraz więc musiała sama przyjąć nieproszonego gościa.
- W czym mogę pomóc? - spytała oschle nieznajomą, która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę.
- Pani Salia Nekam?
- Tak, to ja. W czym mogę pomóc? - Salia spytała ponownie, nieco zirytowana. Nie lubiła się powtarzać, zwłaszcza o tej porze.
- Jestem Anielina Sardo. Przybyłam po Leyen.
- Przykro mi, ale nic nie wiem na ten temat. W tej sprawie oczekuję panny Biern. Poza tym nie jest to chyba odpowiednia godzina na załatwianie takich spraw.
- Rozumiem, ale Lucia nie będzie mogła kontynuować tej sprawy. Została przekazana mnie…
- Powiedziałam już, że będę rozmawiać jedynie z panną Biern. - Salia miała ochotę zatrzasnąć kobiecie drzwi przed nosem, jednak dobre wychowanie nie pozwoliło jej na to. Nie zamierzała również tolerować tego typu wyskoków agencji. To już była zdecydowana przesada.

6. Nowy dar

Tego było już dla Leyen za dużo. Dosyć, że wyrzucono ją z własnego domu, musiała podróżować przez kilka dni z wredną jędzą, udając przy tym jak jest jej dobrze, to teraz jakaś niewyrośnięta ździra będzie bronić dostępu do łóżka, które dostała z przydziału. Może nie należało do najlepszych, ale była zmęczona i chciała się położyć, w spokoju. Miała serdecznie dość odgrywania grzecznej dziewczynki.
- Jak chcesz możesz się wyprowadzić. Drzwi są tam! - warknęła podchodząc do niej jednocześnie wskazując zamaszystym ruchem drzwi. Skończyło się udawanie. Nie pozwoli się dłużej znieważać, a skoro sama się prosi o nauczkę, to ją dostanie.
- Ty pierwsza przez nie wylecisz! - Bergit nie pozostała dłużna, zrobiła nawet krok dalej. Chwyciła Leyen za włosy, ciągnąc zupełnie zaskoczoną dziewczynę w stronę drzwi.

5. Nowe życie


- Daleko jeszcze? - Leyen zdecydowanie miała dość podróży. Odkąd wyjechały, nie zatrzymały się nigdzie na dłużej. Jedynie na stacjach przesiadkowych mogły na chwilę rozprostować nogi, gdy woźnica zmieniał zaprzęg, no i oczywiście noclegi, ale tych wolała nie wspominać. Były to jedyne momenty, gdy mogła zobaczyć zewnętrzny świat, jak go nazywała. Nie tego oczekiwała po tej podróży.
- W tym tempie, wieczorem będziemy na miejscu. Została nam jedynie przeprawa przez góry. Nie, nie będziemy się wspinać. - Lucia uśmiechnęła się uspokajająco widząc dokąd wędruje wzrok dziewczynki. - Przejedziemy tunelem wydrążonym w górze. Nie ma się czego bać. - Dodała szybko, mimo że sama nie była pewna tych ostatnich słów. Słyszała zbyt wiele opowieści o tunelu, by teraz mogła ze spokojem nim jechać. Sama przemierzyła go zaledwie dwa razy i nie wspominała tych chwil zbyt dobrze. Już sama myśl o tym, ile skał ma się nad głową, wywoływała przerażenie i paniczny strach. A przecież była to jedynie drobnostka, bo nie tego należało się bać.
Leyen patrzyła z podziwem, a zarazem z niepokojem na ośnieżone szczyty gór. Jakoś nie mogła przyzwyczaić się do myśli, że będzie to jej przyszły dom. Czuła się przy nich taka maleńka, niemal niewidoczna. Wzrokiem szukała wejścia do tunelu, jednak niczego takiego nie znalazła. Droga wiodła pod górę, a dalej po prostu znikała za kolejnym wzniesieniem.

4. Przygotowania


Nie zauważyła nawet kiedy stanęła przed drzwiami gabinetu wraz z wyczekującą Salią.
- Proszę wejść.
- Dziękuję. - Lucia weszła do środka, zachowując stoicki spokój. Wiedziała, że będzie jej bardzo potrzebny podczas tej rozmowy. - Pani Nekam… - dodała, gdy pani domu zamknęła drzwi za nimi - dlaczego nie powiedziała pani o tym, o siostrach od razu? To nie jest zwykły przypadek, nigdy wcześniej nie zdarzyło się coś takiego, a przynajmniej ja nie wiem o żadnych naznaczonych bliźniaczkach.
- Wiem o tym, dowiadywałam się. Jednak sama pani wie, jak traktuje się naznaczone dzieci, jak wyklęte. Nie chciałam, by to spotkało Leyen. - Salia mówiła spokojnym tonem, który w tej chwili bardzo do niej pasował. Nie powiedziała też konkretnie, o którą córkę chodzi. - Niestety nie miałam innego wyjścia po tych atakach.
- Rozumiem panią… ale nie mogę pojąć jak udało się pani tak długo wszystko zachować w sekrecie?
- Wbrew pozorom nie było to takie trudne. Bardzo starannie dobierałam służbę.
- Pani Nekam… Salio - Lucia czuła, że kobieta nie do końca mówi prawdę, nie kłamała, ale nie mówiła wszystkiego, karmiąc ją jedynie półprawdami. - Uwierz mi proszę, że chcę wam pomóc, tobie i dziewczynkom. Będzie wam coraz trudniej nad nimi zapanować, a na pewno nad ciemnowłosą Leyen. Mam doświadczenie…

3. Leyen


- Pani Nekam. Właśnie kończymy jeść śniadanie. Może przysiądzie się pani na chwilkę?
- Dziękuję, może innym razem. Leyen, mam nadzieję, że nie sprawiasz problemów guwernantce.
- Nie matko. - Leyen odpowiedziała uprzejmie formułką, jednak gdyby tylko mogła wzrokiem zabijać… na pewno w tym momencie zrobiłaby użytek z tej umiejętności. Byłby jeden problem z głowy.
- Dobrze. Wybaczcie zatem.
Leyen pożegnała matkę skinieniem głowy, patrząc uważnie jak wychodzi. Ach jak pragnęła mieć zabójczy wzrok, albo potrafić wzrokiem wzniecać płomienie. Spaliłaby ją tu na miejscu, patrząc jak jej ciało skwierczy w płomieniach. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym. Niemal czuła zapach palonego mięsa. Przestałaby ją w końcu gnębić. Potem w podobny sposób rozprawiłaby się z tą jędzą guwernantką, tylko że ją piekłaby powoli, na wolnym ogniu, ciesząc się z pełnych przerażenia krzyków. Tak… widok byłby naprawdę piękny.
- Leyen! - nieco zirytowany głos guwernantki przywrócił ją do rzeczywistości. - Obudź się i skończ śniadanie. Za chwilę zaczniemy kolejną lekcję.
- Nie. - Leyen usłyszała własny głos, cichy ale zdecydowany. Słyszała jak groźnie zabrzmiał, co nawet ją zdziwiło. - Żadnych więcej lekcji nie będzie! - mówiła powoli akcentując każdy wyraz. Nie zauważyła nawet kiedy nóż do pieczywa znalazł się w jej ręku. Zobaczyła go dopiero w chwili, gdy atakowała nauczycielkę.

2. Pierwsza lekcja


Dzień był straszny. Nic nie było takie, jak oczekiwała. Miała być przeprowadzka, a nie było. Dostała od razu umeblowany pokój, który przedzielony był jedynie do połowy cienką ścianką. Miała mieszkać w jednym pokoju z guwernantką! Szczyt wszystkiego. Została odarta ze wszystkiego, z godności, prywatności. Zastanawiała się, co jeszcze jej zabiorą. Bezczelna! Teraz mogła krzyczeć jedynie w myślach. Szlag by trafił wszystkich! Zwłaszcza tę guwernantkę!
- Leyen, skup się proszę. - Chłodny, znienawidzony głos ponownie przywrócił ją do rzeczywistości.
- Tak, maagi - odpowiedziała grzecznie wyuczoną formułkę. Musiała szybko się jej nauczyć, mimo że nie chciała. Dłonie wciąż ją paliły po wcześniejszym upomnieniu. Ale przyjdzie czas gdy odda z nawiązką tej suce.
- Przepisz jeszcze raz wszystko.
- Tak, maagi. - Przepisze, a potem cię uduszę! - ostatnie zdanie dodała już w myślach uśmiechając się przy tym sztywno do guwernantki. Stała nad nią i czekała. Była jak skała, nieczuła na upływ czasu. Czekała aż do momentu, gdy osiągnęła zamierzony cel. Jeśli była tak wytrwała czekało ją pasmo długich cierpień, jakie przeżywała podczas tych nauk. No chyba, że… usunie ją w miarę szybko. Wymagałoby to ataku wprost i to dość skutecznego. Miałaby na pewno przez to kłopoty, ale może tym samym zostawiliby ją w spokoju. Szansa na to istniała.

1. Plany

A gdyby tak użyć sznura i przywiązać go pomiędzy drzewami w dębowej alei. Wymagałoby to nieco pracy i sporego sprytu, ale przecież dla niej to błahostka. Poza tym pora będzie w sam raz odpowiednia, wymknęłaby się o brzasku i niepostrzeżenie umocowała liny, tuż przed Jej przejażdżką konną. Tak, to mogłoby się udać, ot wypadek przy drodze, koń się spłoszył, a biedaczka spadając łamie sobie obie nogi, albo lepiej, łamie sobie kark. Tak, tak byłoby dobrze. W wyobraźni widziała wszystko doskonale, zaśmiała się na samą myśl o tym wszystkim.
Nienawidziła swojego pokoju, tej małej klitki, w której ją trzymali, jedynie dzięki planowaniu wymyślnych sposobów na pozbycie się tej, tej… brakowało jej słów, aby ją odpowiednio nazwać, proste przekleństwa nie oddawały niczego z prawdy o Niej. Codziennie znajdowała chwilę z samego rana na snucie nowych planów lub ulepszaniu starych. Tylko dzięki temu mogła wytrzymać tutaj, w tym małym więzieniu. Nie raz marzyła o tym co zrobi jak już stąd ucieknie, jak się pozbędzie swojego największego problemu. W końcu miałaby święty spokój i uwolniłaby się od tej jędzy, której obecność nie pozwalała nawet na ułamek normalnego życia. Byłaby wtedy wolna i mogła robić co tylko zechce.