Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat w kuli szklanej zamknięty cz. I.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat w kuli szklanej zamknięty cz. I.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2012

5. Romantyczna przygoda



— Kpisz sobie chyba. Błagam, powiedz, że sobie żarty robisz? — Aletha spojrzała z niedowierzaniem na siostrę. Naprawdę, nie tego się spodziewała, gdy o czwartej rano Rita zakomunikowała jej, że jadą na basen. — Po to jechaliśmy prawie cztery godziny, by teraz zjechać po tym… czymś? — wskazała ręką olbrzymią zjeżdżalnię, którą z trudem obejmowała wzrokiem. Na sam widok dostawała lęku wysokości. — Nie śmiej się ze mnie! Nie zamierzam tam wejść. W życiu!
— Aletha, proszę, fajnie będzie. Nie będę się śmiała, obiecuję — dodała szybko widząc sypiące się gromy z oczu siostry, jednak nie była w stanie powstrzymać śmiechu. — Oj, nie przesadzaj, nie jest tak wysoko przecież. Martin, powiedz coś!
— Nie zmuszaj jej. Jesteśmy tu dla zabawy, Aletha na pewno znajdzie sobie jakieś zajęcie, a my w tym czasie…
— Po czyjej jesteś stronie?! — Rita krzyknęła udając oburzoną, szturchając jednocześnie chłopaka w ramię.

4. Sen


Wieczorem Rita ustawiała zakupione rzeczy w mieszkaniu, szukając odpowiedniego dla nich miejsca. Aletha natomiast siedziała wpatrzona w szklaną kulę, ustawioną na podstawce, na stoliku. Myślała o niej odkąd wyszły ze sklepu. Przyciągała jej myśli jak magnes. Bała się dotknąć kuli, jednak po jakimś czasie się przemogła i wzięła ją do ręki. Gdy tylko dotknęła szkła, znów zobaczyła inny świat. Nie mały domek pokryty śniegiem z bałwanem na podwórku, tylko cały świat złożony z kilku wysp wiszących w powietrzu, jakkolwiek było to możliwe. Palcem wskazującym musnęła powierzchnię szkła mierząc w największą wyspę. Ląd powoli rósł, jakby przybliżał się. Teraz dokładniej widziała, że to nie wyspy, a sporej wielkości kontynenty. Nie mogła uwierzyć w to co widzi, a mimo to nie była w stanie oderwać wzroku. Miała wrażenie, że jest zupełnie gdzie indziej, nie w swoim mieszkaniu, że stoi gdzieś wysoko i patrzy na ten zupełnie obcy świat z góry. Zmrużyła oczy, gdy promienie jasnego słońca znalazły się zbyt blisko. Mogłaby przysiąc, że czuła je na swojej twarzy. Nagle uśmiechnęła się, ogarnęło ją przemożne uczucie, że znalazła się w domu. Czuła się bezpieczna, spokojna. Pozwoliła aby ciepło słońca ogrzało skórę, wniknęło w nią głęboko, przegnało chłód trosk.

3. Antykwariat


Smutki nie trzymały się Rity długo. Tym razem również tak było. Aletha nie była pewna, ale dziewczyna musiała wstać chyba przed świtem. Była siódma rano, śniadanie zrobione, a głośny szczebiot skutecznie przegonił i tak dość niespokojny sen.
— Śniadanie gotowe. Wstawaj śpiochu, dzisiaj czeka nas długi dzień!
— Już nie śpię. — Aletha zaśmiała się zachrypnięta. Musiała odkaszlnąć, by móc coś więcej powiedzieć. — Coś zaplanowałaś?
— Ależ oczywiście! Nie możemy zmarnować tak pięknego dnia. Odwiedzimy ruiny za miastem. Odkryłam je przez przypadek, gdy tu jechałam stopem…
— Jechałaś czym? Przecież mówiłam ci tyle razy byś…
— Daj spokój, marudzisz i tyle. Jak zwykle.
— Nie marudzę, tylko…
– Jedz i nie gadaj. Kawa ci wystygnie. Potem idziemy do jednego antykwariatu, który znalazłam, kiedy spotkałam …

2. Niespodzianka


Pierwszy dzień był dość męczący, ale miała go już za sobą. Dzisiaj miała poznać wyniki niektórych badań i wstępną diagnozę. Nie sądziła, że będzie się tak denerwować. Już wczoraj nie mogła zasnąć, musiała poprosić o coś na sen. Niechciane myśli kotłowały się w głowie, nie dając ani chwili wytchnienia. Wiedziała, że rozmyślania typu co by było gdyby, nie mają najmniejszego sensu, jednak w żaden sposób nie mogła ich powstrzymać. Wiedzieć coś, a móc to dwie różne sprawy. Spodziewała się co usłyszy, jednak pragnęła całym sercem tego nie słyszeć, traktować to jak senny koszmar, z którego w każdej chwili można się obudzić. Koszmar jednak nie ustąpi, tego była boleśnie pewna.
— Dzień dobry, pani Brok.
Mimo, że czekała na wizytę, nie była do końca na nią przygotowana, przynajmniej nie psychicznie. Uśmiechnęła się nieco wymuszenie, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo to wszystko przeżywa. Nie potrzebowała fałszywego współczucia.

1. Wizyta




— Komu w drogę, temu czas. — Aletha zaczerpnęła głębiej powietrza. Już przez dłuższą chwilę stała przed drzwiami, usiłując zmusić się do wyjścia. Dawno już tak się nie stresowała mimo, że nie był to przecież pierwszy raz. Termin wizyty miała ustalony od miesiąca. Przekładała go dwa razy, choć wiedziała, że nie powinna. Zdawała sobie sprawę z tego co usłyszy. Wystarczająco dobrze znała objawy, już to raz przerabiała. Myślała, że tym razem będzie lżej, łatwiej, ale myliła się. Była przerażona.
Zaczerpnęła głęboko powietrza, po czym bardzo wolno je wypuściła. Otworzyła drzwi, a noga sama przekroczyła próg. Przynajmniej ona się nie bała. Druga o dziwo podążyła za pierwszą i tak krok za krokiem. Taksówka niestety już czekała, nie było drogi odwrotu, choć w tej chwili jedyne czego pragnęła, to odwrócić się, wbiec do domu i głośno zatrzasnąć za sobą drzwi. Nie zrobiła tego. Wsiadła do auta podając adres kliniki. Dziwne, ale głos nawet nie zadrżał, gdy mówiła. Może to i dobrze, będzie potrzebować chłodnego opanowania na później. I to bardzo. Bała się, że w ostatniej chwili zabraknie odwagi i wycofa się, ucieknie. Nie chciała drugi raz przechodzić przez to wszystko.
Nie pamiętała dokładnie drogi. Szczerze mówiąc w ogóle jej nie pamiętała. Nagle, tak po prostu, znaleźli się przed kliniką. Zapłaciła za jazdę, podziękowała spokojnym tonem. Była niemal pewna, że wygląda jak młoda osoba idąca w odwiedziny do szpitala, a nie jak osoba, która ma za chwilę usłyszeć wyrok. Za pierwszym razem miała chociaż nadzieję, tym razem nie mogła na nią liczyć. Nogi same ruszyły ku frontowemu wejściu, nie czekając na żadne polecenia.