poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Niespodzianki i miłe zaskoczenia

 Z nową firmą jestem już miesiąc. Póki co nie mam na co narzekać. Lepsza wypłata, ładne, zadbana mieszkanie, w którym mieszkam sama. Okazja, by spędzić czas z mężem też się zdarzyła. 

Czasami wszystko układa się jak trzeba, mimo niepewności i stresu z tym związanego. Teraz czekam na decyzję, czy dostanę przedłużenie zlecenia, czy jednak nie. Ale to na spokojnie. 

Czasami sprawy układają się również dość niespodziewanie i pojawiają się sytuacje, w których trzeba zmienić nieco osąd co do własnej osoby. Oraz własnych potrzeb. Człowiek czasami nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dużo rzeczy, własnych potrzeb odkłada na później, na lepszy czas, aż wszystko się ułoży. I przyzwyczaja się do takiego stanu rzeczy. A los potrafi zaskoczyć, i to bardzo, serwując nowe doświadczenia, w dodatku bardzo przyjemne.  

Ostatni czas dał mi sporo do przemyślenia. Nadal nie do końca wiem, co o tym wszystkim myśleć, ale chyba najważniejsze jest to, że mimo wszystko czuję spokój. Nie ma stresu, negatywnych uczuć, niepokoju itp. Jest to troszkę dziwne, ale z drugiej strony... nie wydarzyło się nic, na co bym nie wyraziła zgody. I poprzestanę na tym, ciesząc się chwilą i życiem tu i teraz. Ciesząc się tym, że chaos w mej głowie jest nieco mniejszy niż to czasami bywa.  Jest dobrze. 


Czytałam dzisiaj swoje posty, od samego początku tego bloga (i żałuję nieco, że nie mam dostępu do starego bloga) -  nie wiedziałam, jak dużo wyrzuciłam z pamięci. I jak wielu rzeczy nie pisałam wtedy. Cieszę się, że tamten czas jest już dawno za mną. I cieszę się, że się zmieniłam, że zmieniło się moje życie, że teraz w większości ja decyduję o własnym życiu. I nie muszę na nic czekać, jeśli nie mam  na to ochoty. Po prostu zmieniam plany. Owszem, nadal odkładam niektóre rzeczy na później, ale to już bardziej z wyboru. Wiem, że powinnam się zmobilizować, wziąć do pracy itp, ale nie biczuję się już tym. Jeśli nie mam ochoty na to, to nie mam i nic się nie dzieje. Odpoczynek i nic nie robienie też jest ok. 

I lubię moją pracę, zwłaszcza tutaj w Norwegii. I lubię się rozwijać. 

W starych postach znalazłam ten fragment:  fragment modlitwy do św. Rity:


Pozwól mi wierzyć, że żyję w świecie, któremu sama nadaję znaczenie.
Pozwól mi być silną, aby umieć żyć ze swoją bezsilnością i naiwnością. 
Pozwól mi nie tracić energii na podtrzymywanie iluzji. 
Pozwól mi być, kim jestem i robić, co robię. 
Pozwól mi wziąć za to odpowiedzialność. 
Pozwól mi być dobrą. 
Pozwól mi wierzyć. 
Mieć nadzieję. 
Kochać.

No cóż, nie pamiętałam tego, ale jest to nadal aktualne i w sumie staram się właśnie tym kierować w życiu.  mam jedynie nadzieję, że idzie mi dobrze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz